Szkolne śmieciowe jedzenie

Przeciętnie w ciągu dnia uczeń szkoły podstawowej spędza w jej murach od czterech do sześciu godzin. Tygodniowo liczba ta wynosi od dwudziestu do trzydziestu. Podczas całego dnia, zarówno na zajęciach jak i na przerwach niezbędne jest doładowanie akumulatorów. Po spożyciu drugiego śniadania przygotowanego i spakowanego do plecaka jeszcze w domu, dzieci chętnie korzystają z asortymentu dostępnego w szkolnych sklepikach. Praktycznie w każdej szkole podstawowej znajdziemy tego typu działalność gospodarczą. I nie byłoby nic złego w posilaniu się produktami zakupionymi w szkolnym sklepiku, gdyby jego asortyment był dopasowany do potrzeb młodego organizmu, dotyczących wartości odżywczych posiłku, zawartych w nim witamin i braku konserwantów. Jednak to, co najczęściej gości na półkach sklepików szkół podstawowych to tak zwane śmieciowe jedzenie, pełne pustych kalorii. Znajdziemy tam mnóstwo chipsów, chrupek, batoników, żelków i napojów gazowanych.  Zaś propozycje dotyczące posiłków na ciepło pogarszają tylko powyższą statystykę; zapiekanki, hamburgery, tłuste frytki i hot dogi. Być może podatek nałożony na junkfood, który zagościł już w Rumunii, nie jest pomysłem aż tak absurdalnym, jak nam się wydaje.