Odrzuty

Nauczyciele to osoby zabawne – najpierw, jako dzieci, idą do szkoły.  Uczą się tam ponad dekadę, następnie idą na studia, gdzie spędzają kolejne pięć lat. Potem muszą zaliczyć podyplomowy kurs pedagogiczny i bez żadnej wiedzy praktycznej z zakresu swojej edukacji wyższej – idą uczyć innych. Najgorzej, jeśli złapie ich szkoła podstawowa. Osoba nauczająca dzieci historii, nie musi być historykiem – nie powinna być nawet, bo dla kogoś, kto zgłębiał niuanse historii zakres materiału, jaki obejmuje sobą szkoła podstawowa, nie może rzucać wyzwania. Rok w rok to samo, klepanie w kółko jednej śpiewki. Szkoła podstawowa przyciąga odrzuty, i to nie takie „merytoryczne”. Nie studentów zbieranych z dna. Odrzuty życiowe. Ludzi, którzy boją się w swoim życiu pójść dalej, boją się nowych wyzwań i dorosłości. Szkoła podstawowa przyciąga ich jak magnes, zachęca obietnicą powrotu do tych wspaniałych czasów, kiedy nic nie trzeba było robić. I nie ulega wątpliwości, że nauczyciel „wczesnoszkolny” napotyka w swojej pracy znacznie mniej wyzwań, niż choćby jakikolwiek nauczyciel w liceum. Małe dzieci nie zadają trudnych pytań, nie mają wątpliwości, za to zapewniają bardzo wygodne, mało stresujące życie dla tego, kto zdecyduje się je nauczać.